≡ Menu

Dieta czy ruch? Co pomoże Ci schudnąć szybciej…

Jak schudnąć – to pytanie zaczęło mnie prześladować po raz pierwszy pewnego majowego poranka gdy moja waga pokazała ponad 100 kg. Przejąłem się nie na żarty. Pierwsza myśl jaka zaświtała mi w głowie brzmiała – zacznij więcej się ruszać. Postanowiłem że zacznę biegać. Był to prosty i racjonalny wybór – czy widział ktoś kiedyś otyłego biegacza? Ja nie widziałem, więc jeśli zostanę biegaczem to będę szczupły:)

Jak schudnąć biegając?

Następnego dnia wstałem nieco wcześniej niż zwykle i cichaczem tak aby nie obudzić śpiących żony i dziecka wymknąłem się z domu. Na nogach miałem stare trampki które poprzedniego dnia wyszperałem w piwnicy, skarpetki pierwsze które wpadły mi w ręce, dresowe spodnie i bawełniany t-shirt. Pomaszerowałem przed siebie energicznym krokiem – jakoś dziwnie się czułem z myślą o tym że sąsiedzi zobaczą jak biegam. Po kilku minutach znalazłem się w bardzo fajnym do biegania miejscu a mianowicie na wale przeciwpowodziowym okalającym Wisłę. Zacząłem truchtać, z początku całkiem żwawo ale niestety nie na wiele starczyło mi kondycji. Po kilkudziesięciu metrach nie dałem rady już biec, mogłem tylko maszerować. Po kilku minutach marszu znowu kawałek biegiem i marsz. Poczułem się trochę zdeprymowany, w szkole średniej swobodnie biegałem całkiem długie dystanse, myślałem że nadal tak mogę.Po jakichś 15 minutach takiego marszobiegu postanowiłem zawrócić w stronę domu. W drodze powrotnej zdecydowanie więcej maszerowałem niż biegłem. Po powrocie do domu byłem nieco rozczarowany swoją kondycją ale w sumie cieszyłem się że zacząłem się ruszać. Mówiłem sobie że najważniejsze to biegać regularnie a z czasem na pewno będzie lepiej.

Kolejnego dnia jednak nie zdołałem wystawić swoich szacownych czterech liter za drzwi, okropnie bolały mnie mięśnie nóg. Postanowiłem więc najpierw dojść do siebie. Okazało się że na następny bieg wybrałem się dopiero trzy dni po pierwszym. Tym razem wiedziałem już na co mnie stać i nie szalałem – po prostu troszkę truchtu, potem marsz, potem znowu trucht i tak w koło przez 30 do 40 minut. Trenowałem w ten sposób trzy razy w tygodniu.

Pierwsze sukcesy – euforia

Po kilku tygodniach takiego treningu zrobiłem oszałamiające postępy. Mój bieg dzieliłem już tylko jednym krótkim odcinkiem marszu, czyli rozpoczynałem jakimiś 15 minutami biegu potem 2 minuty marszu i 15 minut bieguz powrotem do domu.Niesamowity postęp jak na kogoś kto mógł biec bez przystanków nie więcej niż kilkaset metrów. Według moich szacunków pokonywałem około 4 kilometrów.W dodatku schudłem około 2 kilogramów w ciągu pierwszego miesiąca biegania jedząc to samo co do tej pory. Hura, odpowiedź na pytanie „jak schudnąć?” okazała się całkiem prosta, tak mi się wtedy wydawało. Postanowiłem że od następnego treningu będę już przebiegał cały dystans i że będę biegł nieprzerwanie przez 40 minut (przeczytałem gdzieś że najlepiej zrzuca się wagę jeżeli bieg trwa ponad 30 minut).

Znowu schody

Czterdziesto minutowy ciągły bieg udało mi się zaliczyć całkiem sprawnie, ale:

 

  • okazało się że narobiłem sobie odcisków na piętach
  • rozbolały mnie stawy w kostkach

 

No i dałem sobie spokój z bieganiem na następny tydzień aby dojść do siebie. Zacząłem też szukać pomocy na forach internetowych. Dowiedziałem się że bardzo ważne są buty w których się biega, szczególnie gdy ma się nadwagę. W czasie biegu stopy obciążone są siłą kilkukrotnie większą niż masa biegnącego. Przydają się też specjalne skarpety pogrubione na palcach i na pięcie co chroni przed powstawaniem odcisków.Kupiłem więc porządne buty i skarpetki. Kolejna próba 40 minutowego biegu wypadła dobrze i tym razem bez skutków ubocznych. Biegałem dalej trzy razy w tygodniu po około 40 minut. Czułem się świetnie i ciągle zrzucałem wagę – kolejny miesiąc kolejne dwa kilogramy no i jem do woli. Dodatkowo wydaje mi się że moje obwody w udach i w pasie zmniejszyły się o wiele bardziej niż wynikałoby ze straconej wagi.

Co dalej?

Kolejny miesiąc treningu. Biegam szybciej i dłużej sprawia mi to wielką przyjemność ale waga spadła tylko o kilogram. No cóż biegam dalej. Kolejny miesiąc niestety bez spadków wagi.

Biegam nadal. Dwa razy w tygodniu po 40 minut a w weekend robię sobie dłuższe wycieczki nawet po 90 minut. Daje mi to wielką satysfakcję, czuję się silny i zdrowy ale wskazówka wagi zatrzymała się na 95 kilogramach. Znowu powraca pytanie – jak schudnąć, okazuje się że samo bieganie to nie wszystko przynajmniej w moim wypadku.

To mnie troszkę podłamało – do tego stopnia że na kilka tygodni przestałem biegać, ale szybko wziąłem się w garść. Biegam nadal do dziś ale oprócz biegania zacząłem wprowadzać też zmiany w diecie, które pozwoliły mi dalej zrzucać wagę. Dzisiaj ważę 88 kg wiem że bieganie jest bardzo fajne, bardzo je lubię ale w moim przypadku sam bieg nie wystarczy aby chudnąć. Nie jestem ekspertem ale wygląda na to że mój organizm po trzech miesiącach przyzwyczaił się do zwiększonego wydatku energetycznego. Być może także zacząłem więcej jeść (więcej ruchu = lepszy apetyt) dlategospadek wagi szybko się zatrzymał. Na szczęście kilka zmian w diecie które wprowadziłem pozwoliło mi dalej chudnąć. Mam nadzieję że tak będzie nadal.

Efekt uboczny biegania

Efektem ubocznym mojego odchudzania jest fakt że bieganie stało się moim hobby. Bardzo lubię tę formę ruchu. Gdy zaczynam dzień nawet od krótkiej przebieżki na świeżym powietrzu, czuję się lepiej. Nastraja mnie ona też na „zdrowy tryb życia” w dalszej części dnia, dużo łatwiej jest mi zrezygnować np. z frytek czy słodyczy gdy jestem w „ciągu treningowym „. Najbardziej jednak cenię sobie to że w czasie porannego biegu wpadają mi do głowy najlepsze pomysły np. dotyczące mojej pracy, chociaż nie tylko. Wydaje mi się że jest to najbardziej produktywna część mojego dnia.

{ 0 comments… add one }

Leave a Comment